Umieszczony przez 11:12 Medalik św. Benedykta

Tajemnicza „karawaka”

Tajemnicza „karawaka” komplikuje jak i wzbogaca dzieje krzyża i medalu św. Benedykta. W ciągu dwóch stuleci zyskała popularność ogromną, jak to poświadczy literatura, zwróciła zatem uwagę badaczy zagranicznych i polskich.

Tajemnicza „karawaka” komplikuje jak i wzbogaca dzieje krzyża i medalu św. Benedykta. W ciągu dwóch stuleci zyskała popularność ogromną, jak to poświadczy literatura, zwróciła zatem uwagę badaczy zagranicznych i polskich. Omówienie tematu trzeba zacząć od ujęć encyklopedycznych. W Polsce temat odkrył Samuel Linde. Językoznawca wskazał, że słowo trafia się już u Jakuba Kazimierza Haura (1675) i Wacława Potockiego (1677, 1679). Dowodziłoby to, że karawaka, związane z nią modlitwy, jak i sprzeciwy, które wywoływała, są wcześniejsze niż informacje drukowane gdzie indziej.

Artykuł o karawace z 1877 r. jest instruktywny. Warto powtórzyć co najważniejsze: „Karawika lub karawaka. Jest to krzyż o dwóch poprzecznicach, mający na sobie 7 krzyżyków i 18 liter tak nazwaną od Caravaca, miasta w Hiszpanii (prow. Murcia). (…) Krzyżyki na karawace znaczą, że im odpowiadające modlitwy od wyrazu krzyż się zaczynają, a litery są początkowymi innych modlitw, do tekstu łacińskiego zastosowane”. Jamiołkowski referuje tradycję o cudownym początku karawaki w X w., wskazuje bibliografię, jednak od razu przechodzi do spraw polskich, interesujących tu przede wszystkim. Dalsze szczegóły dodają Zygmunt Glogier, i nieco później, ks. Stanisław Gali. W okresie międzywojennym wspomniał karawakę J. St. Bystroń, ale ją szerzej potraktował Aleksander Brückner, ilustrując swoją wypowiedź trzema rycinami. Kto tym ilustracjom się przyjrzy, zrozumie zarazem, dlaczego znalazła się karawaka w rozprawce na temat medalu św. Benedykta. Powiązanie nastąpiło bardzo wcześnie, jeszcze w XVII w. Wprawdzie występuje czasem karawaka bez związku ze św. Benedyktem, ale byłoby to na terenie polskim zjawisko wyjątkowe. W obecnym wypadku ciekawi wyłącznie karawaka w związku ze świętym Benedyktem. O tym głośno w literaturze.

Pierwszy druk, dotyczący zagadnienia pochodzi z 1664 r. Typowa broszurka z odpustu czy straganu szczęśliwie zachowała się w Tyńcu toteż ona dostarczy wielu wiadomości.

Trzeba wyjaśnić obecność imienia Zachariasza w tytule. Na krzyżu zwanym karawaka figurowały litery, które Gueranger omówił następująco: „Te osiemnaście liter wraz z objaśnieniem powszechnie znane były dawniej jako dzieło św. papieża Zachariasza, należącego do zakonu benedyktynów, czciciela św. Benedykta, który życiorys św. Benedykta spisany przez papieża Grzegorza Wielkiego w greckim języku wydał w 752 r. świątobliwą śmiercią życie zakończył. Tych osiemnaście liter wziętych jest z podługowatego, miedzianego krzyżyka, służącego przeciw zarazie, zwanego odtąd krzyżem zarazy, lub krzyżem Zachariasza. Litery te mają swoje znaczenie i przez używanie krzyżyka Zachariasza spłynęło wiele łask na wiernych”. Dokonało się połączenie dwóch nurtów. O tym pisano za granicą. W Polsce na jednym i tym samym krzyżu czy medalu – tyle że na dwu jego płaszczyznach – umieszczono litery Zachariasza i litery św. Benedykta. Tak było najczęściej. Ten stan rzeczy w końcu XVII w. reprezentuje w swoich publikacjach o. Zdrowski, benedyktyn z Tyńca, w owym czasie spowiednik benedyktynek wileńskich. Wszystko tu ciekawi: wczesna data, lokalizacja, wzmianka, że „drukowi dopomógł” bp Benedykt Zuchorski sufragan, aluzje do krzyża św. Benedykta w dedykacji, nie mówiąc już o dalszym ciągu wypowiedzi w pięknej staropolszczyźnie. Trafia się tu również ilustracja związku karawaki z krzyżem i medalem św. Benedykta. W tytule, który trudno przytaczać, autor obiecuje, że krzyż św. Benedykta – praktyki z nim związane stanowić będą „lekarstwo przeciwko wszelkim czarom, chorobom i morowemu powietrzu”. W związku z tym stoi też osobiste wspomnienie Zdrowskiego: „Doświadczamy i my w różnych rzeczach tych skutków prawie codziennie tego krzyża Benedykta świętego i doświadczyliśmy oczywiście w naszej Polszcze, gdy w roku 1677 klasztor mój tyniecki, w ogniu prawie samym powietrza morowego bywszy, usługując i żywiąc powietrzem zarażonych, i owszem, niektórych przy sobie chowając, bez żadnej zarazy zachowany od Boga cudownie został. Sam Kraków i tak wiele miast, miasteczek i wsi do tego remedium zbawiennego uciekając się, pożądaną pociechę otrzymały”. Szczegóły skądinąd nieznane.

Medal i modlitwy z nim związane miały z dawna sławę skuteczności. Wychwalano je w omówionych poprzednio druczkach austriackich z 1664 r. Tekst obietnic ustalił się jeszcze wcześniej. Dzisiaj nie podobałby się czytelnikom, ale Chryzostom Zdrowski wyliczył za pierwowzorem „skutki krzyżów”. Uczciwość każe to powtórzyć:

I. Odpędzają z ciał ludzkich czary, nasłania i wszelkie dzieło czartowskie.

II. Bronią przystępu czarownicom na tych miejscach, na których bywają położone.

III. Od powietrza morowego i od bolenia boków i różnych chorób obronę biorą.

IV. Bydlętom zaczarowanym lekarstwem pewnym i doświadczonym są.

V. W robieniu nabiałów i inszych mlecznych rzeczy szczęśliwe powodzenie przez czary odjęte przywracają.

VI. Ludziom od złych duchów nagabanym wolność i bezpieczeństwo czynią.

VII. Od wszelkich na koniec sztuk czartowskich i jakichkolwiek złości bronią i niedopuszczają im panować: utrapionym, skuszonym i ostatecznie rozpaczającym pociechę i ulżenie przynoszą”.

Końcowe zdania są polskim dodatkiem. Osądzić te „skutki” należy w owych czasach, kiedy człowiek udręczony ponad miarę wierzył w czarownice. Zdrowski, byłby fałszywym świadkiem epoki, gdyby pominął sprawy najbardziej prozaiczne. Tą drogą karawaka czy też medal św. Benedykta zyskały niezwykłą popularność.

Związek łączący karawakę z krzyżem i literami św. Benedykta jeszcze umocnił się na terenie Polski. Tutaj od dawna kwitł kult świętokrzyski, skupiony dokoła relikwii w opactwie na Łysej Górze. Jak wiadomo, tamtejszy krzyż miał dwie belki poprzeczne, bo przedłużono tablicę, nad głową Ukrzyżowanego. Miejscowy mnich o tym krzyżu mówi: „Krzyż S. rozdwojony na kształt karawaki”. Potwierdził to jego współbrat o pokolenie późniejszy: „Jest podobny świętemu naszemu krzyżowi, który pospolicie także nazywany świętokrzyską karawaką Św. Ojca Benedykta, inszy krzyż, albo karawaka hiszpańska”. Wiedziano, „że to miasto Karawaka, będąc położone między górami, jest podległe wielkim niepogodom, które tam to klimat sprawuje, iż tam częste zwykły bywać grzmoty i pioruny, grady kamienne. Przeciwko tym, gdy ten święty krzyż wynoszą, zaraz ta niepogoda ustaje”.

Jeszcze jedno pokolenie później, w r. 1768, opat świętokrzyski, Teodor Karski, fundował wielki dzwon, umieszczając na nim karawakę z wszystkimi literami! Jakże przejrzysta jest ta motywacja, jakie rozszerzenie tematu! Nie trzeba jednakże wyprzedzać opowiadania, zanim opisze się sam osobliwy kształt karawaki w polskim obyczaju.

Jak już wspomniano, jest to krzyż osobliwy. Na skutek przedłużenia, górna tabliczka z napisem stała się jakby drugą nieco krótszą poprzecznicą. Na reprodukcjach u Brücknera, ramiona karawaki są rozszerzone dla ozdoby. Jednak osobliwość karawaki polega na rozłożonych na niej literach.

Wzór pochodzi z kolekcji ojca Pawła Sczanieckiego OSB

Karawaka w zbiorach tynieckich jest wykonana z mosiądzu, ma wysokości 7 cm, szerokości dolnej poprzecznicy 4,8 cm, górnej 4,3 cm, szerokość pionowego słupka 0,7 cm, grubość 0,4 cm. Jedyną ozdobą są okrągło zakończone ramiona. To jest oczywiście krzyż, ale całość uwagi skupiają na sobie litery.

Na karawace tej awersem jest ta strona, na której pomieszczono litery z medalu św. Benedykta. Litery te są następujące:

V

RB

C S S N P B

S

M

C S S M L V N D S M D

S

M

Q

L

I

V

B

Litery te nie przedstawiają trudności. Są dokładnie te same i tak samo rozłożone jak w omówionej książeczce Zdrowskiego, tyle że tam obok karawaki narysowano medal św. Benedykta z krzyżem i literami.

Wzór pochodzi z kolekcji ojca Pawła Sczanieckiego OSB

Litery na drugiej stronie mają taki oto układ:

+

Z

+

D  I  A

+

B

I

H G F + Z B F RB S

+

S

A

B

+

Z

Znowu najdokładniej odpowiada to rycinie Zdrowskiego tyle, że tam obok ukazano płaszczyznę medalu z tymi samymi literami rozłożonymi obok siebie

+ Z +

DIA + BIZ

FSAB + ZT

HGF + BERS

IHS  MRA

Dwie dolne linijki zajmują „imiona” Jezus i Maria wreszcie trzy stylizowane gwoździe, które już omówiono poprzednio.

W Bibliotece Jagiellońskiej przechowuje się karawakę wyrysowaną tuszem na papierze. Jej osobliwość polega na tym, że litery – te same, co przedtem omówione, mieszczą się równolegle po jednej stronie krzyża. W środkowym medalionie figuruje Matka Boża Bolesna z Chrystusem umęczonym na kolanach i napis: „Jesu et Maria, vobis do cor cum anima mea. (Jezusie i Maryjo, Warn oddaję serce i duszę moją.) Widocznie karteczkę tę z rysunkiem noszono przy sobie – jako rodzaj amuletu – podobną rolę grał krzyżyk albo medal.

Tak samo wyglądają inne karawaki reprodukowane w encyklopediach i medale w katalogach. Domyśleć się można tendencji zachowawczej, obawy, że błąd układu liter, mógłby zwyciężyć – udaremnić owoce modlitwy.

Tendencja ustalająca karawakę, rozciąga się także na tekst łacińskiej modlitwy. Dokładnie te same słowa podał o. Zdrowski w swej książeczce.

W następnym pokoleniu dokonano przekładu na język polski. Domniemanym autorem czy tylko tłumaczem był o. Roman (Amand) Zawadzki z Tyńca. Książeczka miała wcześniejsze wydanie.

Ze względu na to, że tłumaczenie stosowało tekst polski do łacińskich inicjałów, warto je przytoczyć w całości. Zaginie szereg aluzji biblijnych pięknej modlitwy, jednakże nie ma na to sposobu. Modlitwa w polskiej szacie językowej ma swoją wartość, o ile zważy się, jak często i z jakim nabożeństwem ją mówiono.

+ – Crux (Krzyżu Chrystusów zbaw mię).

Z – Zelus (Żarliwość domu twego niech mię uwolni).

+ – Crux (Krzyż zwycięża, krzyż panuje, krzyż rozkazuje. Przez znak krzyża świętego, niech mię uwolni Pan od powietrza tego).

D – Deus (Dajże to, Boże – Boże mój, żebym ja i to miejsce było uwolnione od powietrza tego).

I – In manus (Jezu, najsłodszy Panie, w ręce twoje polecam ducha mego, serce i ciało moje).

A – Ante (Aniżeli stworzył Bóg niebo i ziemię, był Bogiem. On mocny Jest wybawić mię od powietrza tego).

+ – Crux (Krzyż Chrystusów mocny jest odpędzić zarazy, powietrza z miejsca tego i od ciała mego).

B – Bonum (Barzo jest rzecz dobra, oczekiwać w milczeniu ratunku Boskiego, aby odpędził zarazę ode mnie nędznego).

I – Inclinabo (Ja nakłonię serce moje do usprawiedliwienia Twojego, abym się nie zawstydził, żem Cię wzywał).

Z – Zelavi (Z wielką żarliwością zapaliłem się na niezbożne, widząc pokój głoszących i w Tobie samym ufność miałem).

+ – Crux (Krzyż Chrystusów odpędza czartów i powietrze zepsowane niech wyżenie).

S – Salus (Słusznie, zbawieniem Twoim sam jestem, mówi Pan. Wołaj do mnie, wzywaj mię, ja wysłucham cię i wybawię od powietrza tego).

A – Abyssus (Azaś przepaść przepaści nie wzywa i w szumie głosu Twego odpędziłeś czarty i od zarazy powietrza uwolniłeś mię).

B – Beatus (Błogosławiony mąż, który ufa w Panu i nie obrócił oczu swoich na próżność i rozpustę zdradliwą).

+ – Crux (Krzyż Chrystusów, który był przed tym na hańbę i zelżywość, teraz jest na sławę i uwielbienie. Niech mi będzie na zdrowie i niech odpędzi z miejsca tego czarta i zepsowane powietrze i zarazę od ciała mego).

Z – Zelus (Żarliwość czci Boskiej strawiła mię pierwej, niż umrę i przez imię Twoje, wybaw mię od tej zarazy powietrza złego).

+ – Crucis (Krzyża świętego znak uwolni lub Boży i od powietrza tych, którzy Mu ufają).

H – Haeccine (Hej! Także to Panu oddajecie ludzie głupi i bezrozumni? – Oddajcie Najwyższemu śluby wasze i ofiarujcie Bogu ofiarę chwały, i miejście w nim nadzieję, albowiem, którzy w Nim ufają, nie będą zawstydzeni).

G – Gutturi (Gardłu memu i do ust moich przyschnie język, jeżeli Cię wielbić nie będę i sławić Imienia Twojego świętego, które święte jest i wybawia w Tobie ufających. W Tobie nadzieję pokładam. Zbaw mię, Boże mój, z zarazy tej powietrza i miejsce to, na którym wzywają Imienia Twojego).

F – Factae (Firmament ziemski wszystek pokryty był ciemnością podczas śmierci Twojej, Panie, Boże mój. Niech będzie skruszona moc szatańska, a ponieważ na to przyszedłeś Synu Boga żywego, abyś zepsował siły mocy czartowskiej, odpądź mocą Twoją z miejsca tego, i ode mnie, sługi twojego, zarazę tę powietrza złego. Niechaj ustąpi powietrze zaraźliwe ode mnie do ciemności zewnętrznych).

+ – Crux (Krzyżu Chrystusów, broń nas i odpądź zarazę powietrza z miejsca tego, i mnie, sługę Twego racz strzec od tej zarazy złego powietrza, albowiemeś Ty dobrotliwy i miłościwy).

B – Beatus (Błogosławiom, który nie obrócił oczu swoich na marności, dnia złego wybawi go Pan. Panie mój, ufałem w Tobie, uwolnij mię od tej zarazy powietrza).

F – Factus (Fortecą stałeś mi się, Boże, bom w Tobie położył nadzieję moje. Uwolnij mię od tej zarazy powietrza złego).

RB – Respice (Racz wejrzeć na mię, Panie, Boże mój wszechmogący, z Majestatu Twego, a zmiłuj się nade mną, i, dla miłosierdzia Twego, od tej zarazy powietrza racz mię uwolnić).

S – Salus (Stałeś mi się, Panie, Zbawieniem moim. Uzdrów mię, a będę uzdrowień, zbaw mię, a będę zbawion. Amen. (Amen Amen)).

Modlitwa ta porusza do głębi. Dziś trudno wyobrazić sobie, czym była zaraza w tamtych czasach. Atakowała jednocześnie całą społeczność, bez względu na osoby. Człowiek odczuwał swoją bezbronność absolutną Zwykle więc uciekano gdzie bądź – uciekano w panice, z rodziną, z dobytkiem, a jednocześnie roznosząc epidemię. W obronie przed zarazą, próbowano zamykania drogi, lecz daremnie. Ludzie wilka woleli zobaczyć, niźli drugiego człowieka, zwiastuna śmierci. Sprzyjało to rozpaczliwej ufności dla karawaki – wiary, która mogła przekroczyć granice prawowierności. Jednakże modlitwa św. Zachariasza harmonizuje z teologią. Wyraża jakże zrozumiałą emocję wobec niebezpieczeństwa i błaganie o zdrowie, wespół z mądrą rezygnacją. Modlitwa ta, mówiono z osobliwym krzyżykiem w ręku, mogła skłonić do pewnego formalizmu – lęku przed pomyłką, która by zniweczyła skutek oczekiwany – modlitwa ta dopełnia obraz obyczaju staropolskiego w czasie zarazy. Noszenie przy sobie medalika, czy zwitka z tą modlitwą niekoniecznie znaczy zabobon i magię. Przeciwnie, spoczywa na niej akcent autentyczności.

Jeszcze druga – jakże ważna! – wypowiedź trafia się w omawianej książeczce: „Kto chce wzwyż opisanych krzyża albo medala św. Benedykta skutków i jego w jakiejkolwiek potrzebie ciała i duszy obrony doznać, ma jego sobie na szczególnego Patrona przed Bogiem obrawszy, nabożnym być do tego Świętego”.

Dawne czasy i związana z nimi mentalność urobiła pojęcie patronatu w płaszczyźnie przyrodzonej i nadprzyrodzonej. Uległo dziś ono dewaluacji, jednakże Kościół ogłasza patronów – ostatnio papież Paweł VI ogłosił św. Benedykta – Patronem Europy (1964). W obecnym wypadku św. Benedykt miał być osobistym i szczególnym Patronem z wyboru. Propagowali to w XVII w. polscy benedyktyni, zapewne też sami byli poddani temu patronatowi. Obyczaj chrześcijański temu sprzyjał, a nawet oczywiście wymagał. Obraz dawnej pobożności wzbogaca się pewnym rysem: owa karawaka reprezentowała „szczegól­nego Patrona” więc umieszczano ją z szacunkiem na ścianie, na domowym ołtarzyku, gdzie czciciel i jego rodzina gromadzili się na modlitwie.

Święty rozciąga swój patronat na „dom i majętność całą” – nie dziwi jego znak zakopany w budynkach. Analogiczny zwyczaj każe zawieszać krzyże nad łóżkiem. Otwierało to drogę do zabobonów, ale na to nie ma sposobu.

Karawaka wymagała książeczki z tekstami, które skrupulatnie mówiono, łączyły się z tym „osobne modlitwy do św. Benedykta, modlitwy przygodne. Tą drogą doszło do nazywania książeczki „karawaka”. Zawierały się tam opisy cudów, rady i zachęty, cała zastanawiająca propaganda, która pozwala po dwustu latach odtworzyć ten przejaw pobożności. Zwyczaj zakorzeniony nieraz usuwa się poza zasięg obserwacji. Tym uważniej trzeba traktować sygnały np. błogosławieństwo medali z opisem liter – jako rezerwat ojców benedyktynów. Ukazała się ostatni raz jeszcze broszurka pt. Moc i skutki. Byłoby to dalsze wydanie książeczki Zdrowskiego sprzed stu lat i znak, że trwało zainteresowanie.

Równolegle propagowano też inne modlitwy, nawet i krzyże, sądząc jednak z ilości wzmianek z XVIII w., karawaka miała pierwszeństwo.

W ciągu XIX stulecia zagadnienie trwa nadal: „Oba krzyże były dobrze znane na Litwie”. Drukowano dalsze wiadomości na temat karawaki – podobno w Wilnie w 1806 r. – na pewno już w połowie stulecia.

W 1848 r. przedrukowano w Płocku jakiś pierwowzór, w 1849 r. wydano w Warszawie znane już modlitwy.

W r. 1852 epidemia cholery wzbudziła zapotrzebowanie dalszych edycji, które wówczas ujrzały światło dzienne. Po raz ostatni – jak się zdaje – broszurę zachwalającą karawakę drukowano w Warszawie w latach 1893 i 1894. Przypuszczalnie w tym samym czasie ta forma pobożności poszła w niepamięć. Omówiono ją tu, ze względu na związek z kultem św. Benedykta.


Fragment książki O Świętym Benedykcie i medaliku Świętego Benedykta


Paweł Sczaniecki OSB (1917–1998), benedyktyn z opactwa świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, proboszcz tyniecki, historyk liturgii, badacz dziejów tynieckiego opactwa. Wyniki jego badań w wielu dziedzinach do dzisiaj pozostają niezastąpione.


Zdjęcie wyróżniające przedstawia krzyż „karawaka” oraz różne wzory medalika św. Benedykta, które pochodzą z kolekcji ojca Pawła Sczanieckiego OSB.

(Visited 673 times, 1 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.
Zamknij