Umieszczony przez 10:36 Liturgia

Kościół wie, że chaos nie zapanuje na trwałe, lecz znów ukaże się Słońce…

Kościół nie popada w zwątpienie, tak jak Judasz, lecz pokłada ufność w miłości, która objawiła się na krzyżu. Dlatego również i paschalny smutek w Kościele jest owiany nadzieją.

„Pascha Pańska, Pascha, i jeszcze raz powiem – Pascha – na cześć Trójcy Świętej. To jest dla nas święto nad świętami i uroczystość nad uroczystościami, o tyle wyższe od wszystkich, nie tylko ludzkich świąt i z ziemią związanych, lecz także od świąt samego Chrystusa, które na Jego cześć obchodzimy, o ile słońce piękniejsze jest od innych gwiazd” (Św. Grzegorz z Nazjanzu). Ten głos z chrześcijańskiej starożytności pokazuje nam, czym wówczas dla chrześcijan była Wielkanoc, mimo że już w IV wieku obok Paschy ustanowili cały szereg innych świąt, zwłaszcza święta wcielenia: Boże Narodzenie i Epifanię. Także i później wciąż dochodziły nowe święta. Jednakże całe to rozgwieżdżone niebo po dziś dzień nie może przyćmić blasku wielkanocnego Słońca. Pascha do dnia dzisiejszego wciąż pozostaje po prostu świętem chrześcijan.

Czym w ogóle jest święto? Święto jest to obchodzona przez pewną wspólnotę uroczystość, w której ta wspólnota rozpoznaje się w swej najgłębszej istocie, a dzięki wspólnej świadomości swego życia doświadcza wznoszenia się na wyższy poziom życiowy. Są święta przyrody i święta społeczności. W czasie świąt przyrody człowiek przeżywa ożywającą na nowo siłę naturalnego życia; w czasie świąt społeczności pewna wspólnota uświadamia sobie te siły, które ją połączyły i na których opiera się jej dalszy byt. Obok życia przyrody i ludzkości jest też jeszcze nieskończenie wyższe życie: życie Bóstwa. Także poganin pragnie zaczerpnąć w siebie życie Bóstwa, i dlatego świętuje poświęcone mu święta. Jednakże poganin nie może własnymi siłami wznieść się ponad te siły, które rządzą Kosmosem, i które małemu człowiekowi wydają się boskie. Dopiero dzięki Chrystusowi stało się możliwe uzyskanie dostępu do prawdziwie Boskiego życia wiecznie istniejącego, choć dla nas ukrytego Boga. Dlatego w Ewangelii św. Jana jest napisane: Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił (J 3,13). A także następująco: Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył (J 1,18). Bóg stał się człowiekiem, aby nam przynieść życie Boże. A Słowo (Logos) stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy (J 1,14). W Nim było życie, a życie było światłością ludzi (J 1,4). Tylko On, który jest życiem, może nam dać życie. Dlatego objawienie się Boga w ciele jest dla nas przedmiotem najwyższego święta, gdyż dzięki Bogu, który objawił się w ciele, dostępne stało się dla nas życie Boskie. Czy jednak mamy świętować tylko Jego epifanię? To nie byłoby zgodne z Pismem Świętym ani z historią ludzkości, ani też z naszą własną świadomością. Jednym z najgłębszych przeświadczeń ludzkości jest to, że zaciągnęła winę wobec wiekuistego Boga. Mity wszystkich ludów mówią o grzeszności rodzaju ludzkiego, a święte pra-świadectwo Pisma Świętego potwierdza nam, że pierwszy człowiek dobrowolnie odwrócił się od wiecznej miłości i zwrócił ku własnej dumie. Dlatego Bóg nie mógł bezpośrednio ukazać się nam w chwale. Wcielony Bóg przyjął natomiast ciało grzeszne (Rz 8,3). On, nieskończenie czysty, dźwigał brzemię naszych grzechów, aby nas uwolnić od grzechu i zbawić od śmierci i piekła. Tylko ze śmierci człowieka grzesznego mogło wyrosnąć nowe życie. Toteż nie epifania Boga, lecz krzyż naszego Pana Jezusa Chrystusa stał się treścią prawdziwego i jedynego święta chrześcijan. Bóg nieskończenie miłosierny i zarazem sprawiedliwy własnego Syna wydał na ofiarną śmierć na krzyżu, by w ten sposób wypełnić całą sprawiedliwość i okazać swoje nieskończone miłosierdzie. Bóg zaś – pisze św. Paweł (Rz 5,8) – okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Dlatego ten sam apostoł napomina nas (Flp 2,5nn), by ożywiało nas to dążenie, które było w Chry­stusie Jezusie, który, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił i uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Jednakże w tej samej chwili, gdy Pan w najgłębszym posłuszeństwie i najskrajniejszym ukorzeniu się, i najżarliwszej miłości do Ojca i ludzkości umarł na krzyżu, grzech został zgładzony, a stara wina zniesiona. Z śmierci na krzyżu triumfalnie podniósł się nowy, na wieki przemieniony człowiek, Kyrios Jezus Chrystus, przed którym zgina się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i każdy język wyznaje, że Jezus Chrystus jest Panem – Kyriosem ku chwale Boga Ojca. To jest najwyższe przejście, jakie kiedykolwiek świat widział: od najgłębszego uniżenia, od zejścia do najgłębszych czeluści nędzy grzechu – ku najwyższemu wywyższeniu po prawicy Ojca. Albowiem Ten, który wisiał na krzyżu jako skazany przestępca, teraz zasiada po prawicy Ojca w wiecznym majestacie jako Król ludzkości, który kiedyś przyjdzie w pełnej chwale, by zniszczyć swoich ostatnich wrogów i rozciągnąć swoje panowanie na cały wszechświat.

To zaś, co wydarzyło się z Głową, wydarzyło się dla członków całego ciała. Pan poprzez całą historię świata zbiera swoje członki, aż Jego ciało będzie doskonałe i dojrzałe do tego, by wejść do wiecznego królestwa Bożego. Każdy poszczególny chrześcijanin musi jednak w samym sobie przeżyć to, co przed nim przeżył jego Pan. Oczywiście – nie może on o własnych siłach zwycięsko nieść krzyża tego życia, niemniej niesie go w mocy swego zwycięskiego Księcia, przewodnika zbawienia (Hbr 2,10). Drogą zaś, na której uczestniczy on w cierpieniu i życiu swego Księcia, jest święta wiara, a w wierze uczestnictwo w Chrystusowych misteriach. Pan bowiem nie zadowolił się tym, że raz kiedyś dokonał zbawczego czynu; chce, by był on przez wieki bezpośrednio dostępny dla każdego z Jego wiernych. Dlatego złożył swój zbawczy czyn w misteriach Kościoła, by tam aż do końca świata żywo oddziaływał, tak by każdy wierzący przeżywał go w sobie i z niego czerpał owoce odkupienia. Dlatego św. Leon Wielki mówi, co następuje: „To, co widzialne było w naszym Zbawicielu, przeszło w misteria”. Wprawdzie Pan nie żyje już widzialnie wśród nas, jednakże Jego Duch, to znaczy Jego obecność działająca w Boskim tchnieniu, jest nam podarowana na stałe; widzimy dzieło Jego łaski, dokonujące się widzialnie wśród nas w misteriach kultu.

W ten sposób doszliśmy do świętej Paschy. Pascha nie jest niczym innym jak tylko corocznym uobecnieniem odkupieńczego czynu Pana, którego dokonał On przez śmierć i zmartwychwstanie, w Jego Kościele. Nie jest więc ona tylko myśleniem o tamtych wydarzeniach sprzed 1900 lat; Jego zbawcze czyny stają się obecne wśród nas w sakramentalnym sposobie istnienia. W wierze i w świętym rytuale liturgii wchodzimy w zbawczy czyn samego Pana, jako członki uczestniczymy w działaniu Głowy. Tylko w ten sposób rozumie się, z jak bezpośrednią pełnią przeżycia Kościół oczekuje i świętuje Paschę. Święty Benedykt mówi w swojej Regule, że mnisi powinni „z radością duchowego pragnienia oczekiwać święta Wielkanocy”. Z Paschy przepływa dziś do Kościoła, jak niegdyś z czynu samego Pana, wszelkie życie i zbawienie. To jest doprawdy wystarczający powód, by obchodzić święta i oddawać się najgłębszej, duchowej radości. Wszystkie inne święta czerpią swoją moc z tego jednego święta chrześcijaństwa, praźródła wszelkiego życia Bożego w Kościele.

Najstarsze czasy chrześcijańskie rozumiały przez Paschę święte „przejście”, którego Chrystus, a wraz z Nim Kościół, dokonał przez śmierć, a które prowadzi Kościół do życia wiecznego. Pascha znaczy bowiem „przejście” i pierwotnie to słowo oznaczało przejście Anioła Pańskiego obok domów Izraelitów, którzy odrzwia swoich domostw pomazali krwią baranka. Ojcowie w słowie tym widzieli nazwę owego wyżej przedstawionego przejścia od tego eonu grzechu i śmierci do eonu Chrystusa i życia wiecznego. Wielu Ojców w słowie „pascha” wyczuwało aluzję do greckiego słowa páschein, cierpieć, i dlatego rozumieli oni Paschę jako „pasję”, mękę. W każdym razie Pascha dla najstarszych chrześcijan nie była jeszcze nazwą właściwego święta Wielkanocy, lecz oznaczała czas przygotowania, obejmujący przede wszystkim Mękę Pańską. Pascha w sensie ścisłym jest granicą oddzielającą śmierć od życia, a więc – innymi słowy – owo przejście od smutku do radości, tak jak było ono obchodzone w czasie świętej Wielkiej Nocy. Dlatego też poprzedzał ją okres postu, który już w najstarszych czasach trwał 40 godzin, od śmierci Pana do Jego zmartwychwstania. Był to czas, o którym sam Pan powiedział (Mk 2,19n), że goście weselni będą pościć, gdy zabiorą im pana młodego. Spróbujmy wyobrazić sobie, co czuli uczniowie, gdy widzieli, jak zabierano im ich umiłowanego Mistrza i Pana i prowadzono na najhaniebniejszą śmierć. Wtedy walił się w gruzy cały ich świat. Wzburzeni do głębi, całkowicie stracili głowę, a Piotr posunął się aż do tego, że zaparł się swojego ukochanego Mistrza. W rzeczywistości zabranie Oblubieńca było czymś w rodzaju powrotu pierwotnego chaosu. Gdy Pan umarł na krzyżu, cały świat pogrążył się w mroku, tak że wydawało się, iż na nowo wróciły ciemności, które w dniu stworzenia rozświetliło światło. Wobec powyższego można zrozumieć, że Kościół corocznie, naśladując apostołów, w ciągu tych dni poprzedzających Paschę pogrążał się w najgłębszym smutku i zanosił pełne goryczy skargi, co wyraża się po dziś dzień w czerpaniu z Lamentacji Jeremiasza w czasie nabożeństw w Wielki Piątek, tak zwanych Tenebrae (Ciemnych Jutrzni). Oczywiście, Kościół wie, że chaos nie zapanuje na trwałe, lecz znów ukaże się Słońce. Niemniej jednak w tych dniach oddaje się postom, umartwieniom, pokucie i lamentom, gdyż sam musi jeszcze mieszkać w tym świecie grzechu i wciąż jeszcze zagraża mu niebezpieczeństwo śmierci. Lecz Kościół nie popada w zwątpienie, tak jak Judasz, lecz pokłada ufność w miłości, która objawiła się na krzyżu. Dlatego również i paschalny smutek w Kościele jest owiany nadzieją. W tych dniach Kościół szczególnie oddaje się modlitwie i czytaniu Pisma Świętego, gdyż widzi w nim jaśniejące światło Chrystusa, a w biblijnych typach wszędzie dostrzega zapowiedzi męki i triumfu swojego Oblubieńca. W świetle proroctw wie, że Pan, który z miłości – agape przyjął na siebie wszystko, nie pozostanie na zawsze w śmierci, lecz w chwale powróci do życia i będzie mu tego życia udzielał. Tak więc wchodzi w tę najświętszą ze wszystkich nocy, w wielką Wigilię wielkanocną, kiedy to zgodnie z rozporządzeniem dawnego Kościoła nikomu nie wolno było spać, a wszyscy czuwali, by – gdy przyjdzie Oblubieniec, wyjść Mu naprzeciw z zapalonymi światłami. Starożytny Kościół wierzył, że Pan powtórnie przyjdzie w noc wielkanocną; toteż jeżeli nie przychodził do północy, wówczas w świętej radości i z wielkim weselem obchodzili zakończenie postu przez ucztę eucharystyczną. W czasie tej uczty Pan przychodził do nich, co prawda jeszcze nie w jawnej chwale, ale jednak w misterium. Wśród nich dokonywał swojego zbawczego czynu, objawiając im swoje chwalebne powstanie z martwych i dając im wszystkim przez swoje Ciało i Krew nowe misterium Nowego Przymierza, udział w swoim wiecznym życiu z Ojcem. Potem zaś Dziewica-Matka Ekklesia w mocy Zbawiciela, który ukazał się w chwale, z wody i krwi, które wypłynęły z Jego boku, zrodziła swemu Oblubieńcowi nowe dzieci Kościoła, które wychodziły z basenu chrzcielnego jako nowe, na wieki narodzone plemię. Otrzymywali oni pełnię nowego życia przez misterium Ducha, święte bierzmowanie, po raz pierwszy mogli się modlić wraz z wiernymi i pokrzepiać się chlebem i winem życia wiecznego, przy czym podawano im jeszcze kubek mleka z miodem na znak, że obecnie są już w Bożej Ziemi Obiecanej. W ten sposób Kościół poprzez święte przejście Paschy przechodził ze świata grzechu i śmierci do promiennego królestwa Chrystusa, do życia wiecznego, które zaczyna się już na ziemi, a kiedyś, przy powtórnym przyjściu Pana zostanie doprowadzone do szczytu doskonałości.


Fragment książki Misterium świąt chrześcijańskich


Odo Casel OSB (1886–1948), benedyktyn z opa­ctwa Maria Laach w Nadrenii, twórca teorii misteryjnej w sakramentologii, wybitny teolog liturgista. Z jego dzieł na język polski przetłumaczono  Pamiątka Pana w liturgii pierwotnego Kościoła (Kraków 2005), Misterium świąt chrześcijańskich (Kraków 2007), Misterium przychodzącego Boga (2018).


Fot. Borys Kotowski OSB / Na zdjęciu: Krzyż z opactwa tynieckiego, wykonany przez prof. Jerzego Nowosielskiego

(Visited 431 times, 1 visits today)


Czy chciałbyś być na bieżąco z najnowszymi artykułami, nowościami wydawniczymi i informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia"? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij