Umieszczony przez 10:34 Pismo Święte

Lectio Divina #9 Jan Chrzciciel / Mt 3,1–12 /

Oprócz tego, co już powiedzieliśmy na temat św. Jana Chrzciciela, jedno nie pozostawia żadnej wątpliwości, że ów mąż to jest człowiek, który pod koniec życia stanął wobec pokusy wielkiej pomyłki.

W owym czasie pojawił się Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej słowa: «Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie». Do niego to odnosi się słowa proroka Izajasza, gdy mówi:

Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki!

Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem były szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy.

A gdy widział, że przychodziło do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: «Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc owoc godny nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: „Abrahama mamy za ojca”, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym» (Mt 3,1–12).

Skończyliśmy już omawiać Ewangelię dzieciństwa. Początek 3. rozdziału Ewangelii wg św. Mateusza ukazuje nam drugą ważną postać, obok św. Józefa, która pozostaje w cieniu Chrystusa: św. Jana Chrzciciela. Pamiętamy, co mówi nam Ewangelia: pomiędzy narodzonymi z niewiast nie powstał większy nad Jana Chrzciciela, a przecież w królestwie niebieskim najmniejszy jest większy niż on. Pamiętamy z Ewangelii Janowej, a i z Dziejów Apostolskich, że stronnictwo Jana Chrzciciela było bardzo silnie rozwinięte. Część Prologu z Ewangelii św. Jana jest ponoć polemiką z tymi, którzy mówili albo o równości albo nawet o wyższości Jana nad Jezusem. Św. Paweł dociera do ludzi, którzy znali tylko chrzest Janowy. Jak zatem widać św. Jan to postać, która dla ludzi w pierwszym wieku była bardzo ważna.

Po drugie Ewangelie mówią o nim, jako o poprzedniku, który pojawił się przed rozpoczęciem przez Chrystusa wędrówek z Apostołami po Ziemi Świętej. Zbawiciel mówi zaraz po scenie Przemienienia, że Eliasz przyszedł w osobie Jana Chrzciciela. To jest ciekawy wątek, który odsyła nas do tego, o czym czytamy w „Dialogach” papieża Grzegorza Wielkiego: w św. Benedykcie zamieszkał duch wszystkich sprawiedliwych. W Janie zamieszkał duch Eliasza, a w Benedykcie duch Eliasza, Mojżesza, Pawła i innych. Analogicznie możemy myśleć, że również w nas mają zamieszkać charyzmaty sprawiedliwych Starego i Nowego Testamentu. Powinno to nam być bliskie.

Oprócz tego, co już powiedzieliśmy na temat św. Jana Chrzciciela, jedno nie pozostawia żadnej wątpliwości, że ów mąż to jest człowiek, który pod koniec życia stanął wobec pokusy wielkiej pomyłki. Z jednej strony był obdarzony charyzmatem przygotowania drogi dla Chrystusa Pana, a z drugiej strony, kiedy czytamy dokładnie jakiego on Boga zapowiada, to nic nie się nie zgadza, było dokładnie odwrotnie. Mówi: „Plemię żmijowe, siekiera do korzenia jest przyłożona; każde drzewo będzie wycięte …” czyli zapowiada surowy sąd, stwierdzając przy okazji, że dla faryzeuszów i saduceuszów nie ma nadziei. Kiedy Jan zostanie uwięziony przysłał do Jezusa uczniów z pytaniem: „Czy Ty jesteś tym, na którego mamy czekać?”. Widział, że jest dokładnie odwrotnie jak on mówił, jak zapowiadał i dlatego chciał się upewnić.

Kiedyś można się zastanowić nad tym, co takiego Jan zrobił, bo informacji na jego temat w Nowym Testamencie jest tyle co kot napłakał. Ale wiemy z Ewangelii Jana, że tymi którzy zostali przygotowani przez Jana Chrzciciela to byli synowie Zebedeusza. Jeżeli szukamy ducha Jana Chrzciciela, to widzimy go przede wszystkim w Janie Apostole. Ostatnio patrzyliśmy na Pana Jezusa i św. Józefa. Na to, że Pan Jezus jakieś cechy człowieczeństwa św. Józefa ma w sobie. Obserwujemy św. Jana i jego meandry życiowe i tu jest dużo analogii z Janem Chrzcicielem. Jan Apostoł na początku jest tylko synem gromu, razem ze swoim bratem chce robić różne gwałtowne rzeczy, są dokładnie jak Jan Chrzciciel, który siekierą wywija i mówi o ogniu, a potem jakby przechodzi na inną stronę mocy.

Po drugie jest też znak chrztu. Pamiętajmy o tym, że kiedy mówimy o chrzcie Janowym, to używamy tego rzeczownika, który w naszym języku jest bardzo głęboko naznaczony piętnem sensu sakramentalnego. My nie znamy innego chrztu. To co robi Jan powinno się określać słowem zanurzenie. To nie jest chrzest tak jak my to rozumiemy. Jak dobrze wiemy w religii żydowskiej do dziś obmycia rytualne grają ważną rolę. Jak idzie się uliczkami starej Jerozolimy w sobotę rano, widzi się Żydów, którzy idą w spodniach od piżamy i z ręcznikami i mokrymi głowami. Właśnie wyszli z mykwy.

Możemy uważać, że dla Jana to rytualne zanurzenie było tym samym, czym dla Mędrców ze Wschodu, o których czytaliśmy w drugim rozdziale, była gwiazda. Jana Chrzciciela można odczytywać jako dopełnienie opowieści o Mędrcach. Mędrcy to przedstawiciele narodów pogańskich tacy, którzy jako wykształceni idą za gwiazdą i dochodzą do Chrystusa Pana, a Jan Chrzciciel reprezentując tradycję narodu wybranego, spędza czas na pustyni, modląc się, surowo pokutując, nawołując do zachowywania Tory i dając ludziom znak nowego początku, jakim było zanurzenie. Archetypicznie, wyznanie, że człowiek jest brudny przez grzech, wymaga oczyszczenia więc zanurzenie w wodzie było znakiem nowego początku.

To co jest najważniejsze u Jana, najgłębsze, a co nie jest wprost powiedziane, to jego przekonanie, że człowiek o własnych siłach nie jest w stanie podnieść się z tego, co złe. Możemy odczytać okrzyki o siekierze i potępieniu jako wyraz agresji, irytacji i pogardy wobec saduceuszów i faryzeuszów i zazwyczaj tak te teksty rozumiemy. Ale te teksty można rozumieć jeszcze inaczej, jako wyraz stwierdzenia Jana, że faryzeusze i saduceusze czyli ludzie zachowujący Prawo w najwyższym stopniu i Panu Bogu maksymalnie poświęceni nawet oni są pogrążeni, bo człowiek o własnych siłach nie jest w stanie wydobyć się z bagna. Zło zawsze go zwycięży. I dlatego Jan mówi, że po nim przyjdzie większy od niego, bo ludzie przychodzą do niego, żeby zacząć nowe życie, ale on im nie pomoże.

Ten większy, co przyjdzie po nim, On dopiero ochrzci Duchem Świętym. Jest to zapowiedź chrztu sakramentalnego, bierzmowania, i sakramentu pokuty. We wszystkich tych sakramentach działa Duch Święty. Można to więc widzieć tak, że Jan na pustyni dochodzi do głębokiego poznania słabości, upadku ludzkiej natury. Dociera do niego konieczność Zbawiciela, bo inaczej człowiek sobie sam z tym wszystkim nie poradzi.

Jest to doświadczenie, które możemy określić jako przeżycie tajemnicy grzechu pierworodnego. Wiem, że ten dogmat wiary wzbudza poważne kontrowersje w dzisiejszym świecie. Argumentacja jest taka – jak można karać nas za coś, co popełnili jacyś ludzie, którzy nie wiadomo czy istnieli. Mówimy o grzechu pierwszych rodziców, ale musimy pamiętać o tym, że dogmat mówiący o grzechu pierworodnym nie opisuje przyczyn tylko skutek. On opisuje mechanizm rozprzestrzeniania się zła w świecie, od którego człowiek nie jest w stanie się uwolnić, od zła, które jest zaraźliwe.

Jak człowiek się rodzi jest niewinny, ale jak rośnie ma swoich rodziców, którzy mieli swoje biedy, spotyka kolegów, którzy też mieli swoje biedy. Dogmat nie opisuje tego, że Adam i Ewa zjedli owoc i my wszyscy cierpimy, tylko opisuje stan faktyczny – tak jest, że dźwigamy skutki złych decyzji i inni także cierpią z powodu zła, którego jesteśmy autorami. Może się to nie podobać, ale jesteśmy w stanie zguby i dochodzimy do wniosku, że o własnych siłach z tego się nie wyjdzie. Jest potrzebny Zbawiciel, żeby człowieka z tego wyrwał, bo człowiek sam z tego zaklętego kręgu nie jest w stanie się wyczołgać. I być może dlatego Jan jest największym z urodzonych z niewiasty, bo on jako pierwszy w Nowym Testamencie stwierdza ten fakt, że człowiek potrzebuje Zbawiciela.

Należy pamiętać też o tym, że Jan Chrzciciel obok Maryi Dziewicy jest pokazywany jako orędownik za grzeszną ludzkość. Jak patrzymy na stare obrazy przedstawiające koniec świata, to Chrystusa-Sędziego adorują Maryja Dziewica i Jan Chrzciciel. Oni proszą o miłosierdzie Boże za tymi, którzy są sądzeni.

Jest to fragment Ewangelii, na który można patrzeć w dwóch kierunkach: na człowieka, który bardzo głęboko się pomylił, a z drugiej strony odkrył, że bez pomocy Bożej człowiek zginie. Dwa sposoby odczytywania tego samego tekstu. Mnie bardziej odpowiada ten drugi. Chrzest widziany jako gwiazda prowadząca do Boga.

Jan Chrzciciel był również widziany w tradycji monastycznej jako wzór mnicha.

Wiemy, że patronką śpiewaków jest św. Cecylia, ale pierwszym patronem śpiewaków kościelnych jest św. Jan Chrzciciel, bo kiedy się urodził, to jego ojciec Zachariasz zaczął śpiewać. Język mu się rozwiązał i zaczął chwalić Boga Błogosławiony Pan Bóg Izraela… Jan, jako źródło rozśpiewania własnego ojca, jest patronem muzyki kościelnej. Jako ciekawostkę można podać, że notacja do re mi fa sol la si do – nazwy nut – wzięte są z sylab Hymnu na dzień św. Jana z 24 czerwca.

Taka jest postać Jana, człowieka, który przeżył przerażenie możliwością zguby człowieka. Dlatego tak bardzo zatęsknił za Zbawicielem, że to pragnienie sprowadziło Jezusa nad Jordan. Św. Jana Chrzciciela warto o to prosić, żeby nam wybłagał u Chrystusa Pana takie pragnienie.


Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.


Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.


Fot. Stanisław Matusik

(Visited 63 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij