Umieszczony przez 10:45 Blog Ojca Leona, Liturgia

Liturgia słowa. Wierzę w jednego Boga…

Wyznanie wiary to jednak nie tylko zobowiązanie do wytrwania przy Tym, któremu zawierzyliśmy nasze życie, to także wierność określonym prawdom. Tymczasem kwestia doktryny, tego, w co wierzymy, nastręcza dziś niemało problemów…

Homilia powinna zakończyć się chwilą milczenia, by każdy mógł przemyśleć słowa, które przed chwilą skierował do nas Chrystus. W milczeniu przygotowujemy się także do wyznania wiary, które składamy w każdą niedzielę oraz podczas uroczystości.

Wyznanie wiary, zwane również Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim, zostało w pełni sformułowane na soborze w Konstantynopolu w 381 r. Wyznanie to jest składane we wszystkich Kościołach chrześcijańskich. Jest zatem summą wiary wszystkich chrześcijan, zarówno prawosławnych, ewangelików, jak i katolików.

Wyznając wiarę, wstajemy i potwierdzamy naszą przynależność do Kościoła, wspólnoty uznającej jednego Boga Ojca Wszechmogącego; Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego; Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela; święty Kościół powszechny, odpuszczenie grzechów, ciała zmartwychwstanie i życie wieczne. Wierność tym prawdom stanowi rdzeń naszej wiary.

Wyznanie wiary to przypomnienie tego, czym żyję na co dzień i co nadaje sens mojej ziemskiej egzystencji. To nie tylko przypomnienie prawd wiary, lecz także świadectwo życia z Bogiem lub wyraz żarliwego poszukiwania Go. Dla ludzi wierzących wyznawanie wiary to również zobowiązanie do życia w zgodzie z nią. Zobowiązanie to każdy z nas powinien nieustannie odnawiać.

Podczas ważnych dla Kościoła wydarzeń, na przykład przyjmowania sakramentów: chrztu, Pierwszej Komunii Świętej i bierzmowania, wyznanie wiary składane jest w sposób uroczysty. Wówczas jest ono niczym pieczęć potwierdzająca decyzję naszego serca i rozumu. Wyraża pragnienie coraz silniejszego i bardziej świadomego uczestniczenia we wspólnocie Kościoła. Jeżeli zobowiązanie to jest uczciwie przemyślane i gorliwie przyświadczone, może być faktycznie uznane za wyraz naszej życiowej postawy, fundamentalnego wyboru, któremu pragniemy być w życiu wierni.

Wiarę wyznajemy wobec świadków, czyli wobec wspólnoty wierzących. W tym sensie publiczne wyznawanie wiary zobowiązuje nas nie tylko wewnętrznie, lecz przede wszystkim wobec innych braci i sióstr. Musi zatem owocować czynami, tak by wiara stawała się widzialna dzięki naszym czynom. Aby dla innych była widzialnym znakiem Niewidzialnego.

Rodzice i rodzice chrzestni, wyznając przed całą wspólnotą wiarę w dniu chrztu dziecka, które pragną włączyć w Mistyczne Ciało Chrystusa, składają przed całą wspólnotą zobowiązanie do wychowania go w wierze.

Wyznanie wiary to jednak nie tylko zobowiązanie do wytrwania przy Tym, któremu zawierzyliśmy nasze życie, to także wierność określonym prawdom. Tymczasem kwestia doktryny, tego, w co wierzymy, nastręcza dziś niemało problemów. Badania socjologiczne dowodzą, że nie tylko wśród ludzi, którzy są daleko od Kościoła, ale także wśród wierzących panuje przekonanie, że prawdy wiary rozumiane jako dogmaty to istotne ograniczenie dla ludzkiej wolności. Ojciec Święty Jan Paweł II poświęcił temu problemowi encyklikę Veritatis splendor – Blask prawdy. Podkreśla w niej, że relatywizacja prawdy prowadzi do uznania, że każdy ma prawdę na miarę swych możliwości poznawczych, a bardzo często na miarę swoich możliwości moralnych. Jakże często do własnego poziomu moralnego dostosowuje się prawdę o życiu, o Bogu, o samym sobie i innych ludziach.

Podobnie jest z problemem wolności. Jeżeli uznamy, że jest ona absolutnie bezwzględną wartością, to musimy dojść do wniosku, że jest egoistyczna, nakierowana tylko na siebie. Niech słabszy lub ubogi spróbuje być wolny w przestrzeni społecznej! Teoretycznie jest to możliwe, w praktyce nie! Słabszy może sobie co najwyżej pomarzyć o wolności, ewentualnie może sobie „pokrzyczeć”, oczywiście, o ile ustrój polityczny mu na to pozwala. Tak rozumiana wolność jest domeną silnych. Wprawdzie w wielu sytuacjach silni tolerują i z uśmiechem znoszą takiego człowieka, jednak gdy spróbuje on w swych poglądach być bardziej samodzielny, wówczas jest odsuwany na margines życia.

Wiem to na podstawie doświadczeń wielu ludzi. W niektórych środowiskach, szczególnie wśród osób młodych, otwarte mówienie o wierze wymaga wiele odwagi. Podobnie było w okresie komunistycznym. Jak pamiętamy, w pewnych środowiskach lepiej było unikać mówienia o swoich przekonaniach religijnych. Wielu działaczy partyjnych jeździło co niedziela do kościoła do innej miejscowości lub wybierało msze wieczorne. Oficjele partyjni z Krakowa, chcąc ochrzcić swoje dziecko lub umożliwić mu przystąpienie do Pierwszej Komunii Świętej, wyjeżdżali z nim do Kalwarii Zebrzydowskiej lub przywozili je do nas, do Tyńca.

Według soborowej konstytucji o Kościele w świecie współczesnym, Kościół to nie jest szereg pozamykanych pokoi, z których w jednym są katolicy, w drugim prawosławni, w trzecim protestanci, w czwartym baptyści i tak dalej, a każdy z nich wierzy w coś innego. Kościół to społeczność zgromadzona wokół Chrystusa. W centrum jest On i objawiona przez Niego Dobra Nowina, dalej są katolicy, wszyscy chrześcijanie, wszyscy wierzący w jednego Boga, wszyscy wierzący choćby nawet w coś nieokreślonego, wreszcie wszyscy ludzie dobrej woli.

Dlatego trzeba pamiętać, że gdy mówimy: „Poza Kościołem nie ma zbawienia”, nie mamy na myśli: „poza strukturami Kościoła”, lecz: „poza Kościołem jako Mistycznym Ciałem Chrystusa”. Członkami tak rozumianego Kościoła są wszyscy ludzie dobrej woli, a więc i katolicy, i Żydzi, i muzułmanie, a nawet ludzie niewierzący. Jak widzimy, nie znaczy to wcale, że tylko ci wierzący mogą być zbawieni, bo chrześcijanin w swym sercu może być lichy, a człowiek niewierzący może żyć w sposób godny. Dlatego, choć jest on na obrzeżu Kościoła, to jednak mocą zasług Chrystusa może zostać zbawiony. Oczywiście, nauka soboru w żaden sposób nie stawia znaku równości między różnymi religiami i nie zwalnia nas z obowiązku głoszenia Dobrej Nowiny światu.

Chrystus narodził się z Maryi. To właśnie Jej miłość macierzyńska stała się fundamentem istnienia Kościoła. Fundament Piotrowy, który legł u podstaw instytucji, jest wtórny wobec fundamentu miłości, która ogarnia wszystkich ludzi dobrej woli. Nie znaczy to jednak, że Kościół instytucjonalny jest niepotrzebny. Jego działanie można porównać do stawiania znaków drogowych. To dzięki nim możemy określić granice Kościoła jako całości i zrozumieć jego sens.

Modlitwa powszechna Kościoła

Modlitwa powszechna, zwana również modlitwą wiernych, jest ostatnim elementem liturgii słowa. Podczas tej modlitwy wierni również trwają w postawie stojącej. Nazwa tego elementu liturgii eucharystycznej pochodzi z okresu, gdy kościół po liturgii słowa opuszczali katechumeni, a pozostawali jedynie ochrzczeni. Dzisiaj to określenie straciło swą aktualność, dlatego wydaje się, że nazwa „modlitwa powszechna” lepiej wyraża jej sens.

Określenie to znakomicie wyraża jej istotę. W modlitwie tej otaczamy troską cały Kościół widzialny i niewidzialny, ludzi wierzących i niewierzących.

Modlitwa powszechna Kościoła ma uzasadnienie w słowach, które św. Paweł skierował do biskupa Tymoteusza: Polecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem dobre i miłe w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2,1–4).

Intencje wypowiadane w tej modlitwie dotyczą w pierwszej kolejności Kościoła powszechnego, Ojca Świętego, biskupów, misji. Następnie sprawujących władzę, by ich działania były zawsze sprawiedliwe i miały na celu dobro wspólne wszystkich ludzi. Zaraz potem tych, którzy są prześladowani, więźniów religijnych i politycznych, ludzi, których prawa są łamane, i tych, którzy walczą o poszanowanie praw człowieka. W modlitwie powszechnej powinniśmy również pamiętać o ludziach chorych i cierpiących, a także o potrzebach wspólnoty lokalnej. Wszystkie wypowiedziane i niewypowiedziane intencje zbiera kapłan, wygłaszając modlitwę końcową.

Wstęp modlitwy powszechnej i jej zakończenie należą do kapłana, natomiast wezwania wygłasza diakon, lektor lub inni przygotowani wierni dowolnej płci.


Fragment książki O Mszy świętej


Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

(Visited 501 times, 3 visits today)


Za pomocą newslettera chcemy się kontaktować, aby przesyłać teksty, nowości wydawnicze i ogłoszenia, które dotyczą naszego podwórka. Planujemy codzienną wysyłkę takiego newslettera.

Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach z naszego portalu CSPB możesz skorzystać z propozycji zapisania się do systemu Feedburner, za pomocą którego, codziennie między godziną 20:00 a 23:00 otrzymasz e-maila z listą linków najnowszych wpisów, które ukazały się w danym dniu... Zapisz się do powiadomień
Zamknij