Umieszczony przez 18:38 Liturgia

Wielki Rozwód – postawienie diagnozy / część 1

Od czasu, kiedy zacząłem studiować liturgię – ponad trzydzieści lat temu – miałem wrażenie, czasami bardziej, czasami mniej wyraźne, że coś jest nie tak.

Od czasu, kiedy zacząłem studiować liturgię – ponad trzydzieści lat temu – miałem wrażenie, czasami bardziej, czasami mniej wyraźne, że coś jest nie tak. Pewnie znacie książeczki dla dzieci z grami słownymi, krzyżówkami czy czasami rysunkiem z zapytaniem: „Na tym rysunku coś jest nie tak, jak być powinno. Wskaż ten element”. W ten sposób dziecko jest zaproszone do przeanalizowania obrazka oraz odnalezienia elementu, który jest odwrócony lub nie na swoim miejscu itd. Odnosząc tę analogię do liturgii, należy postawić pytanie: „Coś jest nie tak z reformami liturgicznymi. Wskaż ten element”. Wielu podziela moje odczucie, że coś nie działa właściwie, ale bardzo trudno jest wskazać palcem, co to dokładnie mogłoby być. Czyżby chodziło o zmianę samą w sobie? Wszakże nikt nie lubi zbyt wielu zmian. Czyżby chodziło o utratę starych form, dobrze znanych i kochanych? A może o porzucenie dziedzictwa kulturowego? Czyżby chodziło o dyskutowany szeroko problem uczestnictwa? Być może jednak chodzi o coś, co wynika z samej konstytucji Sacrosanctum Concilium? Czy być może ogranicza się to do reform, które nastąpiły później? Czy mowa o utracie wiary? O co chodzi?

Cóż, mogłyby być wszystkie te rzeczy razem, lecz żadna z nich nie daje satysfakcjonującego wyjaśnienia. Dokument soboru może być interpretowany według hermeneutyki ciągłości zaproponowanej nam przez papieża Benedykta XVI. Pojęcie aktywnego uczestnictwa jest tego ważnym przykładem, które zostało dane w doskonałym wyjaśnieniu, jakie znajdziemy w Katechizmie Kościoła katolickiego w sekcji Kto celebruje liturgię? (KKK 1136–1144). Katechizm wyjaśnia, że chodzi przede wszystkim o liturgię niebiańską: to Przenajświętsza Trójca, otoczona przez Najświętszą Maryję Pannę i wszystkich świętych, celebruje liturgię. My, Kościół na ziemi, uczestniczymy w tym, co wydarza się ponad nami. Sacrosanctum Concilium mówi o tym samym (KL 8). Tak więc – przynajmniej w teorii – kwestia uczestnictwa jest jasna. Chociaż jednak teologia jest klarowna, to w rzeczywistości doszło do poważnych nieporozumień.

Oto co proponuję w niniejszej refleksji: problem leży w niewypowiedzianych i być może nieuświadomionych założeniach, które odnoszą się do natury współczesnego człowieka oraz jego sposobu poznawania i przyjmowania rzeczywistości boskich w liturgii. Moją refleksję podzielę na dwie części: pierwsza będzie próbą zdefiniowania problemu, zaś druga próbą zdiagnozowania choroby.

Problem: człowiek współczesny i epoka współczesna

Na czym polega problem? Odpowiedź obraca się wokół wyrażeń „człowiek współczesny” i „epoka współczesna”. Wydaje się, że istnieje założenie, według którego człowiek współczesny ma potrzebę liturgii uwspółcześnionej, potrzebę radykalnie różną od potrzeb ludzi poprzednich epok, na którą starożytne formy liturgiczne nie potrafią odpowiedzieć. W rzeczy samej, reformy posoborowe próbowały dostosować starożytną liturgię do człowieka współczesnego (pytanie o dostosowanie człowieka współczesnego do liturgii starożytnej – jak się wydaje – nie zostało postawione). Czy jednak człowiek naszych czasów jest tak odmienny od swoich przodków? Jeśli chodzi o jego uwarunkowanie kulturowe moja odpowiedź brzmi: tak, jest bardzo odmienny. Jeśli chodzi o jego istotę, moja odpowiedź brzmi: nie; natura ludzka jest zawsze ta sama. Spróbujmy zatem pogłębić pytanie o człowieka współczesnego oraz o jego epokę.

Człowiek współczesny

Romano Guardini, mierząc się z tym problemem, pyta o to, czy człowiek współczesny jest jeszcze zdolny do dokonania tego, co ten autor nazywa aktem liturgicznym (der Kultakt). W sławnym liście, napisanym w 1964 r. z okazji trzeciego Kongresu Liturgicznego w Moguncji, niemiecki teolog utrzymuje, że problemy reformy liturgicznej nie są w pierwszym rzędzie związane z tekstami i rytami, ale w swej istocie odnoszą się do czegoś bardziej zasadniczego.

Jeśli dobrze zrozumiałem, typowy człowiek XIX w. nie był już zdolny do tego aktu, nie wiedział nawet, czym on jest. Dla niego zachowanie liturgiczne było czystym i po prostu intymnym aktem jednostki, który następnie – w kontekście liturgicznym – przyjął charakter publicznej i oficjalnej uroczystości.

Następnie przedstawia argumenty za odzyskaniem znaczenia Ciała Chrystusa, wspólnoty. Wzywa również do celebracji liturgii, w której uczestnicy nie działają na zasadzie mnemonicznej, ale z pełną świadomością znaczenia celebracji.

Mowa tu o wielkich tematach ruchu liturgicznego, o reakcji na problemy dostrzeżone w praktyce liturgicznej XIX w. A co można powiedzieć o wieku XX, po ruchu liturgicznym, po Sacrosanctum Concilium, w czasach pisania tego tekstu? Guardini kontynuuje w tym samym duchu, stwierdzając:

Być może akt liturgiczny, a wraz z nim to, co w ogóle jest nazywane „liturgią”, jest tak złączone z historią – czy to klasycznej starożytności, czy to średniowiecza – że z powodu uczciwości powinny zostać całkowicie porzucone. Czy nie powinno to raczej poprowadzić nas do konstatacji, że człowiek (Mensch) epoki industrialnej, techniki i struktur psychopedagogicznych uwarunkowanych przez tę epokę, po prostu nie jest już w stanie spełnić aktu liturgicznego?

Jest to oczywiście pytanie retoryczne, a cały wysiłek Guardiniego włożony w formację liturgiczną pokazuje, że – jego zdaniem – jest jeszcze nadzieja na ukształtowanie człowieka współczesnego tak, by wszedł w liturgię. Wielki wkład cytowanego teologa do owej dyskusji, moim zdaniem, polega na poddaniu w wątpliwość wartości zewnętrznej reformy tekstów i rytów, jeśli wcześniej nie został postawiony problem formacji liturgicznej.

W zacytowanym liście jego autor nie porusza kwestii różnicy między epoką współczesną a każdą inną. Niemniej jednak wydaje się sugerować, że niektóre zdolności człowieka zostały okrojone lub zanikły, czyniąc go niezdolnym do Kultakt. W czym zatem epoka współczesna umniejszyła zdolności człowieka współczesnego?

Epoka współczesna. Idee filozoficzne

Ojciec Jonathan Robinson, rektor Oratorium w Toronto, w 2005 r. wydał książkę pod tytułem The Mass and Modernity, w której bada pisma filozofów od epoki oświecenia do postmodernistycznej. W książce tej znajdziemy problemy pokrewne z pytaniem: „W jaki sposób idee filozoficzne miały negatywny wpływ na reformę liturgiczną ogłoszoną przez II sobór watykański?”. Autor tej publikacji utrzymuje, że „próby dostosowania liturgii do wymagań świata z punktu widzenia nowożytności, skutkują osłabieniem, a nie wzmocnieniem Kościoła”. Nie mogę w tym miejscu oddać sprawiedliwości głębi jego analizy, lecz przynajmniej spróbuję nakreślić syntezę głównych idei nowożytności, które mogą być wywiedzione od myślicieli oświeceniowych. Jest ich sześć:

Rozum: Rozum jest ograniczony do pojmowania natury, ale nie może być wykorzystywany do poznania tego, co wykracza poza nią. Newtonowska metoda naukowa jest jedynym efektywnym sposobem poznania, umożliwiającym dotarcie do prawdy. Doświadczenie duchowe nie ma żadnej wartości poznawczej.

Wolność: Człowiek moralny jest wolny, aby podążać przez świat własną drogą, uwolniony od więzów chrześcijaństwa.

Laickość: Istnieje bunt przeciw religii instytucjonalnej i przeciw religii jako takiej. Została zanegowana możliwość Objawienia.

Ateizm: Nie ma żadnego słusznego powodu, aby zaakceptować istnienie Boga czy życia wiecznego.

Religia uniwersalna: Istnieje przekonanie, według którego religia doktrynalna czy wyznaniowa jest czymś negatywnym, oraz że uniwersalna religia oparta na rozumie powinna przezwyciężyć różnice stworzone przez religie doktrynalne.

Chrześcijaństwo soft: odpowiedzią chrześcijaństwa często jest swoistego rodzaju odejście od treści wiary, zastąpione przez odczucia/pojęcia bliskie chrześcijaństwu, lecz obojętne na artykuły wyznania wiary oraz zastąpione przez formy, które nazwać można deizmem moralistyczno-terapeutycznym.

Teza Robinsona mówi, że takie idee formowały (lub deformowały) człowieka współczesnego oraz że miały negatywny wpływ na reformy liturgiczne po II soborze watykańskim. Jak to wszystko było możliwe? Czy te same idee można odnaleźć w samym dokumencie Sacrosanctum Concilium, karcie statutowej reformy liturgicznej?

Sacrosanctum Concilium

Dokument soborowy nie używa wyrażenia „człowiek współczesny”, ale pięciokrotnie mówi o konieczności dostosowania się do „czasów współczesnych”. Spójrzmy pokrótce na tych pięć cytatów.

Ponieważ Sobór święty postawił sobie za cel: […] lepiej dostosować do potrzeb naszych czasów (ad nostrae aetatis necessitates) podlegające zmianom instytucje Kościoła […] (KL 1).

Czym dokładnie są te potrzeby naszych czasów (nostra aetas), nie zostało nigdzie wyjaśnione.

Sobór […] pragnie też, aby tam, gdzie zachodzi potrzeba, zostały ryty roztropnie i gruntownie rozpatrzone w duchu zdrowej tradycji, oraz aby im nadano nową żywotność, stosownie do warunków i potrzeb czasów współczesnych (pro hodiernis adiunctis et necessitatibus) (KL 4).

Treść wyrażenia hodiernae necessitates, po raz kolejny, nie została sprecyzowana.

[…] do obrzędów sakramentów i sakramentaliów przedostały się elementy, które w naszych czasach (nostris temporibus minus eluceant) nie dość jasno wyrażają ich naturę i cel, i ponieważ nadto niejedno w nich należy dostosować do potrzeb naszych czasów (ad nostrae aetatis necessitates accommodare) (KL 62).

Użyte wyrażenia to nostra tempora oraz nostra aetas użyte bez dalszych wyjaśnień.

Rok liturgiczny należy w ten sposób zreformować, aby stosownie do współczesnych warunków (iuxta nostrae aetatis condiciones) zachowując lub odnawiając tradycyjne zwyczaje i praktyki związane z okresami liturgicznymi utrzymać pierwotny charakter tych okresów (KL 107).

Ponownie powraca nostra aetas.

Praktyki pokutne, [powinny być popierane i zalecane] według możliwości naszej epoki (iuxta nostrae aetatis et diversarum regionum possibilitates necnon fidelium condiciones) i różnych krajów oraz do życiowych warunków wiernych (KL 110).

Wyrażenie, o którym mowa, to „możliwość nostrae aetatis”, opierające się na założeniu, że możliwości naszej epoki są różne od możliwości innych epok.

Chciałbym podkreślić, że dyskusje między ojcami soborowymi nad trzema projektami konstytucji, które poprzedziły wersję końcową, nie dostarczają więcej informacji o tych wyrażeniach. Czy pojmują oni epokę współczesną w sposób, w jaki została opisana przez myśl oświeceniową? Nie podejmują tego pytania. W rzeczy samej, użycie wyrażenia nostra aetas w Sacrosanctum Concilium jest dwuznaczne. W znaczeniu pozytywnym może oznaczać, że potrzebujemy przedstawiać Ewangelię w każdej epoce zawsze w sposób nowy. W znaczeniu negatywnym może oznaczać, że nasza epoka jest tak wyjątkowa, że musimy dostosować Ewangelię i liturgię do nas. Obawiam się, że ta druga interpretacja stała się dominująca, choć stało się tak bez głębszej refleksji; że została przyjęta za pewnik, tak jakby była czymś oczywistym i, co więcej, niepotrzebującym żadnego wyjaśnienia.

Do tej pory próbowałem nakreślić problem. Człowiek współczesny ma kłopot z liturgią (Guardini). Dlaczego? Czy dlatego że epoka współczesna, pod wpływem myśli oświeceniowej (Robinson), wytworzyła człowieka współczesnego, którego zdolność do spełniania aktu liturgicznego zanikła? Czy raczej dlatego, że człowiek współczesny jest zasadniczo różny od człowieka średniowiecznego czy człowieka epoki klasycznej i w związku z tym potrzebuje nowej liturgii, dostosowanej do współczesnych rzeczywistości?

Chciałbym podkreślić, że pierwsza odpowiedź jest znacznie bardziej właściwa niż druga, a mianowicie, że zdolność człowieka współczesnego do wypełnienia aktu liturgicznego została jakoś okrojona. Jak? Odpowiedź – według mnie – można znaleźć na polu epistemologii, to znaczy na polu badania tego, w jaki sposób dochodzimy do znajomości rzeczy…


Fragment książki Człowiek współczesny a liturgia. Diagnoza, skutki i leczenie choroby toczącej liturgię rzymską


Cassian Folsom OSB – mnich z amerykańskiego archiopactwa św. Meinrada i wykładowca liturgiki na Anselmianum, założył w Rzymie benedyktyńską wspólnotę Matki Bożej Sedes Sapientiae, zatwierdzoną przez Stolicę Apostolską w 1999 roku. 2 grudnia 2000 roku mnisi amerykańskiego pochodzenia przybyli do Nursji na zaproszenie arcybiskupa Spoleto-Nursji Riccardo Fontany.


Fot. Kazimierz Urbańczyk

(Visited 265 times, 1 visits today)


Jeżeli chcesz być na bieżąco z materiałami, które publikujemy i udostępniamy, proponujemy zapisanie się na codzienny newsletter.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij