Umieszczony przez 10:27 Duchowość monastyczna, Filokalia, Modlitwa Jezusowa

Pielgrzym: kupię sobie „Filokalię” i z niej zacznę się uczyć wewnętrznej modlitwy

Teraz posłuchaj – przeczytam w jaki sposób nauczyć się nieustannej, wewnętrznej modlitwy…

Teraz posłuchaj – przeczytam w jaki sposób nauczyć się nieustannej, wewnętrznej modlitwy. Starzec otworzył Filokalię, odnalazł pouczenie św. Symeona Nowego Teologa i rozpoczął: „siądź w milczeniu i odosobnieniu, pochyl głowę, zamknij oczy; oddychaj spokojnie, wyobraźnią spójrz wewnątrz serca, uwolnij umysł, to znaczy przenieś myśli z głowy do serca. Przy oddychaniu powtarzaj: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”, cicho ustami lub tylko w myśli. Staraj się odpędzać inne myśli, bądź cierpliwy i często powtarzaj to ćwiczenie”.

Później starzec wszystko mi to wyłożył, pokazał na przykładzie i jeszcze czytaliśmy z Filokalii św. Grzegorza z Synaju i czcigodnych Kaliksta i Ignacego. Wszystko to, co już przeczytaliśmy, starzec wyjaśniał mi jeszcze swoimi słowami. Z zachwytem, uważnie przysłuchiwałem się wszystkiemu, chłonąłem umysłem, próbowałem jak tylko można najdokładniej wszystko spamiętać. Tak przesiedzieliśmy całą noc i nie zmrużywszy oka poszliśmy na jutrznię.

Starzec odprawiając mnie dał mi swoje błogosławieństwo i powiedział, ażebym uczestnicząc w modlitwie, zachodził do niego na szczerą spowiedź, albowiem bez nastawienia mistrza samoczynne zajmowanie się wewnętrznym działaniem jest niewłaściwe i mało efektywne.

Stojąc w cerkwi czułem w sobie żarliwe pragnienie, aby jak tylko można najgorliwiej zgłębić nieustanną wewnętrzną modlitwę i prosiłem Boga, aby pomógł mi w tym. Pomyślałem potem, jak tu chodzić do starca po poradę lub na szczerą spowiedź; przecież w zajeździe nie pozwalają pozostać więcej niż trzy dni, a w pobliżu pustelni nie znajdę schronienia?… W końcu usłyszałem, że cztery wiorsty stąd znajduje się wieś. Przyszedłem do niej, by znaleźć dla siebie jakieś miejsce; na szczęście Bóg wskazał mi wygodny kąt. Nająłem się na całe lato u chłopa do pilnowania ogrodu. Zgodziłem się, ale tylko jeśli pozwoli mi zamieszkać samotnie w tym ogrodzie, w szałasie. Chwała niech będzie Bogu! Znalazłem spokojne miejsce. I tak zamieszkałem tam, zgłębiałem, według wskazówek, nieustanną modlitwę i zachodziłem często do starca.

Mniej więcej przez tydzień pilnie uczyłem się na moim odludziu w ogrodzie nieustannej modlitwy dokładnie tak, jak tłumaczył mi starzec. Na początku jakoś mi to szło. Potem poczułem wielką ociężałość, ogarnęło mnie lenistwo, znudzenie, senność i nachodziły mnie różne ponure myśli. Ze smutkiem poszedłem do starca i opowiedziałem mu o moim położeniu. Ten uradował się ze spotkania ze mną i zaczął mówić: „Oto, umiłowany bracie, świat ciemności toczy z tobą walkę, świat, który niczego nienawidzi tak bardzo, jak modlitwę serca, i dlatego stara się on na wszelkie sposoby przeszkodzić ci i odciągnąć cię od nauczenia się tej modlitwy. Zresztą nawet wróg działa z woli Bożej i Bożego przyzwolenia, tyle ile jesteśmy w stanie znieść. Widocznie potrzeba ci jeszcze próby pokory ażeby nie popaść w duchową chciwość, a wobec tego jeszcze zbyt wcześnie, byś z nadmierną żarliwością dotknął najwyższego dostępu do serca, ażeby nie popaść w duchową chciwość.

Przeczytam ci zatem z Filokalii pouczenie o tym, co ci się przytrafiło”. Starzec odszukał naukę czcigodnego mnicha Nicefora i zaczął czytać: „jeśli nie zaznasz wielu trudów, nie możesz wejść do krainy serca, tak jak ci to wyjaśniono, zatem uczyń tak, jak ci powiem, a z Bożą pomocą odnajdziesz to, czego szukasz. Wiesz, że zdolność wypowiadania słów przez człowieka pochodzi z krtani. Jest to zdolność odganiająca myśli (możesz spróbować, jeśli zechcesz) pozwolić jej nieustannie mówić: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną” – nawet przymuszaj się, by zawsze wymawiać te słowa. Jeśli przez jakiś czas będziesz tak postępował, to bez wątpienia otworzy się przed tobą dostęp do serca. Wielu poznało i tego doświadczyło.

Słyszysz więc, jak pouczają Święci Ojcowie w tej materii – rzekł starzec. I dlatego powinieneś wpierw zaufać przykazaniu, by jak najlepiej odmawiać ustną Jezusową modlitwę. Mam tu dla ciebie koronkę , na której każdego dnia odmawiaj, na początek po trzy tysiące razy modlitwę. Czy stoisz, czy siedzisz, czy idziesz, czy leżysz bez ustanku powtarzaj: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną” – nie za głośno i nie za szybko; i wytrwale wypełniaj to po trzy tysiące razy dziennie, nie dodawaj i nie ujmuj wedle własnego uznania: Bóg pomoże ci przez to osiągnąć nieustanne działanie serca.

Z radością przyjąłem jego zalecenie i wróciłem do swojej samotni. Zacząłem wiernie z dbałością wypełniać wszystko to, co nakazał mi starzec. Przez dwa dni było mi niezmiernie trudno, ale potem stało się tak jakoś lekko i wspaniale, że gdy nie wypowiadałem słów modlitwy, pojawiała się jakaś potrzeba, aby od nowa odmawiać Jezusową modlitwę, a wymawianie jej stało się łatwiejsze i lżejsze, już nie tak jak dawniej z przymusem.

Przedstawiłem to starcowi, a ten nakazał mi zanosić sześć tysięcy modlitw dziennie, powiedział: „Bądź spokojny i jak tylko możesz najwierniej staraj się wypełnić nakazaną ci liczbę modlitw. Bóg obdarzy cię łaską”.

Cały tydzień w moim zacisznym szałasie odmawiałem codziennie po sześć tysięcy razy Jezusową modlitwę, nie troszcząc się o nic innego i nie zważając na myśli, tak jakby one nie walczyły we mnie; i starałem się tylko o to, aby dokładnie wypełnić przykazanie starca. I cóż z tego? – Tak przywykłem do modlitwy, że jeśli na krótki czas przestanę ją odmawiać, to czuję jakby czegoś mi brakowało, jakbym coś utracił; zaczynam modlitwę i znowu natychmiast robi mi się lekko i radośnie. Kiedy spotkam kogoś, to nawet nie mam ochoty na rozmowę, a wciąż tylko chcę przebywać w samotności i odmawiać modlitwę; tak przywykłem do niej w tydzień.

Nie widział mnie starzec przez dziesięć dni, sam więc pofatygował się do mnie. Wyjaśniłem mu, w jakim jestem stanie ducha. A on wysłuchawszy, rzekł: „Tak oto przyzwyczaiłeś się do modlitwy, uważaj jednak, podtrzymuj i umacniaj się w tym przyzwyczajeniu, nie trać czasu na próżno, a z Bożą pomocą dojdziesz do dwunastu tysięcy modlitw dziennie. Trwaj w samotności, wstawaj wcześniej, a kładź się później, co drugi tydzień przychodź do mnie po poradę”.

Zacząłem czynić tak, jak polecił mi starzec i pierwszego dnia z ledwością do późnego wieczora udało mi się skończyć moją dwunastotysięczną regułę. Drugiego dnia wypełniłem to już lekko i z przyjemnością. Wpierw odczuwałem znużenie podczas bezustannego szeptania modlitwy, albo jakby odrętwienie języka i jakiś szczękościsk, zarazem przyjemny, potem lekki i delikatny ból podniebienia. Następnie poczułem niewielki ból w dużym palcu lewej ręki, którą przebierałem koronkę, i rozpalenie całej dłoni, które przenikało mnie aż do łokcia i sprawiało przyjemne uczucie. Przy tym wszystkim, jakby pobudzało mnie to i zmuszało do częstszego odmawiania modlitwy. I tak przez pięć dni wypełniałem wiernie po dwanaście tysięcy modlitw, a zarazem z przyzwyczajeniem tym zdobyłem przyjemność i ochotę.

Raz, wcześnie z rana, zdawało mi się, że obudziła mnie modlitwa. Zacząłem odmawiać poranne modlitwy, ale język tylko nieporadnie je wypowiadał i wszelkie pragnienie samo z siebie zwróciło się ku odmawianiu Jezusowej modlitwy. Kiedy ją zacząłem, stało mi się tak lekko, radośnie, a język i usta jakby same z siebie wymawiały słowa bez mojego przynaglenia! Cały dzień spędziłem radując się tym i byłem jakby oderwany od wszystkiego innego, byłem jak gdyby na innej ziemi i bez trudu, do wczesnego wieczora, ukończyłem dwanaście tysięcy modlitw. Chciałem jeszcze odmawiać modlitwę, ale nie ośmieliłem się przekroczyć miary nakazanej mi przez starca. Przez następne dni w ten sam sposób kontynuowałem wzywanie imienia Jezusa Chrystusa z lekkością i ochotą.

Potem poszedłem do starca, by wyznać mu to i opowiedziałem mu wszystko ze szczegółami. Ten, wysłuchawszy mnie, zaczął mówić: „Chwała Bogu, że pojawiła się u ciebie ochota i lekkość modlitwy. Jest to rzecz naturalna, pochodząca z częstego ćwiczenia i poświęcenia się temu, podobnie jak maszyna, której daje się bodziec lub napęd głównemu kołu, które później samo z siebie długo się obraca, ale żeby przedłużyć jego ruch, trzeba to koło smarować i na nowo napędzać. Czy widzisz teraz, w jakie doskonałe zdolności wyposażył zmysłową naturę człowieka miłujący go Bóg, jakie uczucia poza rozkoszą mogą pojawić się, nie w oczyszczonej zmysłowości, a w grzesznej duszy, jak już sam tego doświadczyłeś? A jak jest wspaniale, cudownie i rozkosznie, kiedy komuś Pan błogosławi, odkrywając dar samoczynnej duchowej modlitwy i uwalniając duszę od trwogi. Ten stan jest niewyobrażalny, a odkrycie tej tajemnicy modlitwy jest przedsmakiem niebiańskiej słodyczy na ziemi. Tego zaszczytu doznają ci, którzy w pełnej miłości prostocie serca szukają Pana! Teraz pozwalam ci odmawiać modlitwę ile razy chcesz, jak możesz najwięcej, cały czas gdy nie śpisz staraj się poświęcać modlitwie i już bez rachowania wzywaj imienia Jezusa Chrystusa, pokornie poddając się Bożej woli i od niej oczekując pomocy: wierzę, że On nie opuści cię i pokieruje twoją drogą.

Otrzymawszy te pouczenia, całe lato spędziłem na bezustannej, ustnej Jezusowej modlitwie i bardzo się wyciszyłem. We śnie często mi się majaczyło, że odmawiam modlitwę. A za dnia, jeśli zdarzyło mi się spotkać kogoś, to wszyscy bez wyjątku wydawali mi się tak umiłowani jak bliscy krewni, chociaż wcale nie przejmowałem się nimi. Myśli same z siebie całkowicie się uciszyły i nie myślałem o niczym, oprócz modlitwy, ku której skłaniał się umysł, a serce samo z siebie z czasem zaczęło odczuwać ciepło i jakąś przyjemność. Zdarzało się, że zajdę do cerkwi, to nawet długa ofiara mszy w pustelni wydawała się krótka i już nie nużyła jak przedtem. Mój samotny szałas wydawał mi się wspaniałym pałacem i nie wiedziałam, jak dziękować Bogu, że takiemu potępionemu grzesznikowi, jak ja, zesłał On takiego zbawcę i nauczyciela w osobie tego starca.

Nie długo korzystałem z nauk mojego umiłowanego i znającego Boże zamysły starca. Pod koniec lata zmarło mu się. Pożegnałem go wśród łez, podziękowałem mu za ojcowskie nauki, które dawał mnie, potępionemu. Wyprosiłem, aby dano mi po nim jego błogosławioną koronkę, na której zawsze się modlił. I tak zostałem sam. W końcu przeszło lato i zebrali owoce w ogrodzie. Nie miałem gdzie mieszkać. Chłop rozliczył się ze mną, dał mi za stróżowanie dwa srebrne ruble i napełnił mój worek sucharami na drogę. I znowu poszedłem pielgrzymować po różnych miejscach, ale już teraz chodziłem konkretnie, nie tak jak przedtem z pragnieniem. Przyzywanie imienia Jezusa Chrystusa rozweselało mnie w drodze, a wszyscy ludzie byli dla mnie tak dobrzy, że wydawało mi się, jak gdyby wszyscy mnie pokochali.

Jednakże zacząłem się zastanawiać: „co mam zrobić z otrzymanymi za pilnowanie ogrodu pieniędzmi, bo i na co mi one? Ej! zaraz! Nie ma już starca, nie ma mnie kto uczyć; kupię sobie Filokalię i z niej zacznę się uczyć wewnętrznej modlitwy. Przeżegnałem się i idę sobie modląc się. Doszedłem do pewnego gubernialnego miasta i zacząłem rozpytywać po sklepikach o Filokalię. Znalazłem ją w jednym miejscu, ale żądają tu trzy srebrne ruble, a ja mam tylko dwa. Targowałem się przez jakiś czas, ale sprzedawca nie ustąpił. W końcu powiedział: „Idź sobie do tej cerkwi, tam zapytaj starosty cerkiewnego, on ma taką samą starą książkę, być może odstąpi ci ją za dwa ruble. Poszedłem i rzeczywiście kupiłem za taką cenę Filokalię, całą wyświechtaną i rozpadające się, ale niezmiernie się uradowałem. Jakoś tam ją podreperowałem, obszyłem gałgankiem i schowałem do worka razem z moją Biblią.

I tak oto wędruję teraz, i bezustannie odmawiam modlitwę, która jest dla mnie najcenniejszą i najsłodszą rzeczą na świecie. Idę nieraz z siedemdziesiąt i więcej wiorst dziennie i nie czuję, że idę – czuję tylko, że odmawiam modlitwę. Kiedy przeszyje mnie srogi mróz, to zacznę z większym natężeniem odmawiać modlitwę i zaraz cały się rozgrzewam. Jeśli zaczyna opanowywać mnie głód, z jeszcze większym natężeniem przyzywam imienia Jezusa Chrystusa i zapomnę, że chciało mi się jeść. Kiedy przyplącze się choroba, zacznie się łamanie w plecach i w nogach, zaczynam skupiać się na modlitwie i nie czuję bólu. Kiedy ktoś mi ubliży, tylko przypomnę sobie, jak rozkoszną jest Jezusowa modlitwa – od razu przechodzi obraza i gniew i o wszystkim zapominam. Stałem się taki jakbym postradał rozum, niczym się nie przejmuję, nic mnie nie interesuje, na nic na próżno się nie oglądam, i byłbym sam w tej mojej samotności, tylko z przyzwyczajenia chcę jednej rzeczy – bezustannie odmawiać modlitwę, bo kiedy zajmuję się nią, odczuwam wielką radość. Sam Bóg tylko wie, co się ze mną dzieje. Oczywiście, wszystko to jest tylko zmysłowe, albo jak mówił zmarły starzec, naturalne i wyuczone od praktyki; ale nie odważę się z mojej niegodności i głupoty szybko podjąć nauki, by opanować duchową, wewnętrzną modlitwę serca. Czekam na objawienie się woli Bożej, mając nadzieję na wstawiennictwo mojego zmarłego starca. Chociaż nie osiągnąłem jeszcze nieustannej samoczynnej duchowej modlitwy w sercu, ale chwała niech będzie Bogu! Teraz wyraźnie rozumiem, co oznaczają słowa, usłyszane przeze mnie w czytaniu z Apostoła: „Nieustannie się módlcie”.


Fragment książki Opowieści pielgrzyma. Skorzystaj z zestawienia publikacji na temat modlitwy Jezusowej.


W każdej dziedzinie są takie książki, które po prostu trzeba znać. W dziedzinie duchowości należą do nich z pewnością Opowieści pielgrzyma. To anonimowe, klasyczne dzieło zakorzenione w prawosławiu ukazuje nam inne oblicze pobożności i modlitwy niż to, z którym być może spotykamy się na co dzień. Jest ono znakomitą odpowiedzią na pragnienie ciągłego przebywania w Bożej obecności. Pokazuje jak poprzez nieustanną modlitwę Jezusową zmieniać swoje wnętrze aby każdego dnia stawać się jeszcze bardziej „człowiekiem z Ducha”.

(Visited 690 times, 10 visits today)


Chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, informacjami dotyczącymi projektu "Filokalia" oraz nowościami wydawniczymi? Jeśli tak, zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej, gdzie znajdziesz formularze do zapisu na nasze newslettery.

Czytelnicy i słuchacze naszych materiałów dostępnych w księgarni internetowej, na stronie cspb.pl, kanale YouTube oraz innych platformach podcastowych mogą być zainteresowani, w jaki sposób mogą nas wesprzeć. Od jakiegoś czasu istnieje społeczność darczyńców, którzy aktywnie i regularnie wspierają nasze działania.

To jest tylko pewna propozycja, możliwość wsparcia — jeżeli uważasz, że to, co robimy, jest wartościowe i chcesz dołączyć do darczyńców, od teraz masz taką możliwość. Z góry dziękujemy za każde wsparcie!


Zamknij